Pierwszą przeszkodą była złośliwość maszyny do szycia.
Jest już wiekowa i pewnie, niektóre szyjące osoby wymieniłyby ją na nowszy model, jednak mam do niej sentyment, ale nie tym mam pisać.
Wysiadł napęd i po zaniesieniu do serwisu okazało się, że można to naprawić, ale trzeba odczekać swoją kolejkę. Odczekałam - tydzień.
I tak miałam szczęście, (że niby krótko) - czekała na wykończenie rocznicowa serwetka.
Druga przeszkoda to zamek i klamra.
We wszystkich dostępnych mi sklepach były odpowiednie długości, ale albo za niebieskie albo za zielone.
W końcu wybrałam taki zamek, który był najbardziej zbliżony do koloru włóczki. Klamra też chyba jest dobra.
Mając już wszystko, co było potrzebne, nie od razu przystąpiłam do wykończenia robótki, ponieważ w międzyczasie pojawiła się nowa zabawka, o której napiszę za parę dni na moim pierwszym blogu.
A teraz... prezentacja mojej pierwszej torebki.
Torebka zawieszona na krześle, w którym usadawiam się, odwiedzając Wasze blogi.
Torebka - to taki jamniczek o długości 35 cm i wysokości 20 cm.
Wnętrze torebki rozjaśniłam jedwabną podszewką.
Jest tam także kieszonka bez zapinania.
Dwie części paska łączy klamra, która pozwala regulować długość uchwytu torebki.
Do wszycia podszewki i zamka posłużyły mi lekcje Vivictorii.
Vivi - dziękuję Ci za te instrukcje.
Jeszcze boczek torebki.
Na bokach torebki, jak wzdłuż paska (uchwytu) wykonany jest warkocz.
To co robiłam w latach powiedzmy, dziecięcych, to były kosmetyczki bez podszewki.
Jestem z siebie dumna, bo to, co widać wyżej, to jest moja pierwsza większa torebka i na dodatek z podszewką.








