środa, 21 września 2011

Postępy robótkowe przy chuście

To, co pokazałam w poprzedniej notce, to była próbka.

Właściwą chustę wykonuję z włóczki Kaszmir HiMALAYA w pięknym kolorze bordowym, choć zdjęcie kłamie i pokazuje kolor czerwony.
Zastosowałam druty nr 3,5 dlatego, że robię luźno i gdybym wybrała druty sugerowane na etykietce, to miałabym bardzo dziurawą chustę :)

Zaczęłam w poniedziałek i zrobiłam tylko tyle:


Jak widać zastosowanie narzutu pojedynczego zamiast podwójnego, sprawiło, że dziurka niewiele różni się wielkością od pozostałych - i o to chodziło :)

We wtorek przybyło więcej, ale na fotce jest tyle, ile mogłam jeszcze rozciągnąć na niezbyt długiej żyłce moich drutów :)


Jeszcze raz porównuję oczka ze środkowych narzutów.

Teraz na drucie jest tyle chusty, że nie da się już zobaczyć jej w rozciągnięciu.


Zbliżam się do końca wzorku liściowego.

niedziela, 18 września 2011

Trójkątna chusta

Podjęłam pierwszą próbę wykonania trójkątnej chusty.

Początek wygląda tak:

W miejscu A ma być podwójny narzut, ja zrobiłam pojedynczy, ale z niego wykonałam dwa oczka, jak jest w schemacie.
W miejscach B zaczyna się powtórzenie schematu.


czwartek, 15 września 2011

Abrazo/otulacz nr 4 i stabilizacja

Abrazo/otulacz czwarty z kolei (moja wersja) skończyłam pod koniec sierpnia, ale jakoś nie było czasu by wyrób ustabilizować i zrobić fotki.


Abrazo wykonałam z Anilany 100% i stabilizacja mogła być tylko jedna - żelazkiem, bo inaczej się nie da :)

Na prośbę kilku osób (komentarze i maile) podaję sposób takiej stabilizacji wyrobu.

Krok 1

Napiąć wyrób, przy pomocy szpilek, na desce do prasowania - można podłożyć kocyk.


Krok 2

Spryskać (zwilżyć) wyrób przy pomocy spryskiwacza.


Można przykryć wyrób bawełnianym płótnem i spryskać płótno - metoda lepsza.


Krok 3

Przesuwać delikatnie żelazko po płótnie nie dociskając - można powiedzieć, że głaskać płótno żelazkiem.


Widać poniżej, że żelazko ledwie dotyka płótna.
Im płótno bardziej wysycha, tym bardziej żelazko można dociskać, ale bez przesady.


Krok 4

Po odparowaniu płótna, zdjąć je i pozwolić wyrobowi odparować resztę wilgoci.
Dopiero, gdy wyrób jest już suchy usuwamy szpilki.


Krok 5

Po stabilizacji podziwiamy efekt, a potem używamy wyrób z zadowoleniem i dumą.


Nie należy bać się traktowania dzianiny żelazkiem.
Owszem traci ona nieco na puszystości, ale pod warunkiem, że w pierwszej fazie użycia żelazka nie dociskamy go, a jedynie muskamy wilgotne płótno przykrywające wyrób.
Zbyt mocne przyciśnięcie żelazka powoduje zwiotczenie włókien i wyrobu.

niedziela, 4 września 2011

Berecik i cała reszta

Pisałam o perypetiach pewnego kompleciku.
Jeden komplecik jest już w użyciu, ku zadowoleniu wszystkich stron.
Drugi komplecik zszyłam przed położeniem się do łóżka z powodu przeziębienia, o czym wspomniałam... i z tego też powodu wpis opóźnił się.

Komplecik zszyty, berecik wyposażony w pomponik zrobiony opisanym sposobem i guziczki...

No, właśnie...!
Szukałam guziczków w paski albo choćby z jednym z paskiem, ale były tylko jednokolorowe albo z obwódkami - znaczy w kółka.
Zrezygnowana wstąpiłam do maleńkiej pasmanterii, do której zaglądam wtedy, gdy wszystkie inne już odhaczam, bo nie znalazłam w nich tego, czego szukam.
Tym razem ona mnie uratowała - tu znalazłam błękitne, prawie białe guziczki z nacięciem zabarwionym na ciemno, co daje wrażenia paseczka.


Pierwszy komplecik poleciał pocztą, ale ten drugi dostarczę osobiście, jak tylko wydobrzeję z przeziębienia.

Komplecik - w całości :)

Berecik prezentowany jest na misiu z braku odpowiedniego modela :)
Tutaj kolor na fotce jest najbliższy prawdy :)


środa, 10 sierpnia 2011

Otulacze dwa - abrazo nr 2 i nr 3



Ale się działo!
Działo się - szal Abrazo nr 2 trochę zmieniony, bo przecież ja muszę swoje trzy grosze...

Szal skończony, napięty (na suszarce) na moim (jeszcze bez płytek) nowym balkonie, gdy zadzwonił dzwonek domofonowy.



Koleżanka wstąpiła...
Po drodze jej było, więc sprawdziła (komórki zapomniała), czy jestem w domu :)
Byłam i coś tam robiłam, pewnie wyszywałam, jak to za dnia robię.
Nie zdążyłam zasłonić wiszącego Abrazo - trudno.

Koleżanka bystrym okiem zauważyła coś ciekawego i spytała, co to jest, a ja zaskoczona pytaniem (jakoś nie potrafię kłamać rrrr) odpowiedziałam, że to coś dla Niej..., ale musi poczekać do jutra, by wyschło.
Chciałam ładnie zapakować...

Dlaczego nie byłam zdziwiona, gdy na koniec wizyty, koleżanka stwierdziła: "nie musisz pakować, wezmę jak jest i dosuszę w domu, bo jutro wyjeżdżam i wezmę ze sobą..."
Nie bardzo chciałam się zgodzić, ale argument o wyjeździe przekonał mnie.
Pstryknęłam tylko szybką fotkę...


Jeszcze tego samego dnia wieczorem zabrałam się za trzeci szal, tym razem w mojej wersji.
Skończyłam dwa dni później i razem z pierwszym poddałam obróbce prania i stabilizowania żelazkiem, bo z anilaną inaczej się nie da.
Oto efekt obu wersji - oryginalnej (popielaty, zrobiony wcześniej) i osobistej kombinacji (czerwony).


Wersję czerwoną zaczynałam bardzo luźnym nabieraniem oczek - gdzieś w necie jest instrukcja takiego sposobu nabierania.

Mini uwaga - jeśli opanuje się sposób wykonania wersji oryginalnej, to kombinacje nie są już ani straszne, ani trudne :)))